Spr: Czerwona Łapka na Wszystko #1,5

ostatnio irena

     Przed Świętami opublikowałam post ‚o filozofowaniu’. Poruszyłam kwestię błędnego założenia, że im człowiek głupszy tym szczęśliwszy. Przedstawiłam argumenty przeciwko ograniczaniu samego siebie i bunkrowaniu się we własnym mikro-Wycinku świata. Próbując dowieść, że dążenie do szczęścia oznacza dążenie do mądrości, a nie na odwrót. Człowiek powinien wykorzystywać swój naturalny pociąg do wiedzy i się rozwijać. Dzięki niemu nie siedzimy teraz w jaskini drapiąc się po tyłku. Dzięki niemu ratujemy życia. Dzięki niemu możemy zrobić naprawdę wiele dobrego. Wybierzmy progres, a nie regres.

to znaczy irena

     Z artykułu na temat zachęty do myślenia, wyszedł mi taki o filozofowaniu. Niezamierzenie. Niestety przytoczenie filozofii jest świetnym argumentem; co nie zmienia faktu, że chodziło mi o myślenie. Zbyt często mam wrażenie, że otaczają mnie ludzie, którzy wolą ‘nie myśleć’. Nie myśleć już o tym, czy o tamtym. A jeśli zaczną już o tym myśleć, to na pewno poczują się gorzej, więc tego unikają.

Znam wiele osób, które zajmują się różnymi rzeczami, byle nie zatrzymać się chociaż na moment. Pewnie gdyby usiedli i pomyśleli, dogoniłaby ich rzeczywistość; ale czy nie-myślenie o czymś oznacza, że to coś nie istnieje? Nie ma miejsca? Nie zdarzyło się? Podobno zaprzeczenie jest jedną z faz żałoby. Czy ludzie nieustannie są w żałobie po czymś?

Wielu z nas nie chce też zastanawiać się nad niektórymi rzeczami. Jakby zastanawianie się było wejściem przez długi korytarz do pomieszczenia zawierającego prawdę. I to taką bez ‘warstwy bawełny’, dosładzania. Jakby to było miejsce, gdzie nie istnieją wymówki.

Brzmi strasznie, nie?

Boimy się zmierzyć z prawdą. Nie chcemy dopuszczać do siebie pewnych rzeczy. Bronimy się przed niebezpieczeństwem, że coś lub ktoś odbierze nam nasze złudzenia. Zaprzeczy dającym komfort ‘mantrom’ które sobie powtarzamy. Jak ‘Nie jest tak źle’, ‘musiałem/am tak zrobić’ albo nie mogłem/am inaczej postąpić’. Moje ulubione: ‘Każdy by tak postąpił na moim miejscu’.

Jest bardzo dużo rzeczy, których się boimy. Unikanie ich nie sprawia, że znikają. Przeskoczmy w naszej ‘żałobie’ gniew, targowanie się i depresję. Przejdźmy do akceptacji. Miejmy odwagę cywilną przyznać się przed sobą, że coś zrobiliśmy źle. Że się myliliśmy. Że wybór nie był trafny. Że zabraliśmy się za działanie zanim to przemyśleliśmy i wynikła z tego katastrofa. To jest pierwszy krok do zdrowego radzenia sobie z bolesnymi prawdami i rzeczywistością. Pierwszy krok ku szczęśliwszemu życiu. Pozbawionemu uciekania, nękania samego siebie, a nawet karania. Mądrzej jest wyciągnąć naukę na przyszłość, niż udawać, że jest ok. Udawanie się kiedyś skończy. I co wtedy?

Ja sama staram się nie odmawiać sobie przeżywania pewnych rzeczy. Staram się dopuszczać je do siebie i przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Kiedy mi się udaje, czuję się nieporównywalnie lepiej. Rozwiązany problem jest lepszy od tego zamiecionego pod dywan. I zajmuje mniej czasu. Można porównać to do zrywania plastra. Duszenie w sobie bólu prowadzi do nagromadzania i uderza mocniej.

Tyle, że nie-myślenie ze strachu przed tym jak przeżyje się prawdę, jestem w stanie zrozumieć. Mogę uznać nawet, że jest to normalne i logiczne. Nieodsunięcie na potem doświadczenia prawdy, o której przeczuwamy, że nami wstrząśnie jest trudne. Trudne ale i chwalebne. Natomiast co z ludźmi, którzy po prostu odmawiają myślenia i zastanawiania się nawet nad czymś tak prozaicznym jak kwiatek. Dlaczego dla przykładu, gdy w umyśle pojawia się pytanie ‘Dlaczego 99% kwiatków w kwiaciarni nie ma zielonych płatków’, natychmiast zaczyna wyć syrena, z trzaskiem opadają żaluzje umysłu i ten człowiek produkuje w mózgu komunikat ‘I tak nie będę wiedział/a na pewno’. I nawet się nie zastanawia. Nie dopuszcza myślenia na ten temat. To już nie jest strach. To jest lenistwo. Przecież przechodząc obok kwiaciarni, idąc gdzieś, na pewno ma pięć minut na zastanowienie. Na myślenie o czymś tak błahym. Czy to ważne, czy po pięciu minutach powie sobie ‘Bo łodyga jest zielona, a ludzie chcą kolorów’, czy też ‘w sumie to nie wiem’. Czy coś od tego zależy? Nic. To czemu alarm, czemu żaluzje i czemu czerwona łapka na wszystko?

Aha, i oczywiście nie można nie wspomnieć o ludziach, których sposobem na szczęście jest bezrozumne prześlizgiwanie się nad rzeczywistością małpując amerykańskie filmy; składając swój czas z pięciu procent prawdziwego życia i dziewięćdziesięciu pięciu oszukiwania siebie samego, że się żyje przyjemność za przyjemnością. Oszukiwania siebie samego, że to jest szczęście, że będzie trwało, i nic go nagle nie zniszczy. Co się stanie, kiedy zabraknie pary? Kiedy rzeczywistość złapie za nogi jak potwór spod łóżka?

     Ale to temat na zupełnie inny artykuł…

także irena

     Nie wiem co sobie myślałam pisząc ostatni post kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Że będę miała jeszcze czas coś opublikować? Właśnie czasem tak jest. Zbyt ambitne plany, które nie wchodzą w życie, a potem wstyd. Długi czas przede mną poszukiwania aurea mediocritas. Ufam, że znajdę.

     A tymczasem przyjmijcie moje spóźnione życzenia radosnych Świąt i płynące z głębi serca szczęśliwego, nowego roku. Mnóstwa pomyślności, szczęścia, czerpania z życia, mniej stresu, więcej chwil zapierających dech w piersiach i czasu na odpoczynek.

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/c3/cb/f6/c3cbf6500623d80dc16a040269b3853a.jpg

Zapisz