Po ludzku o człowieku. #2

     Długo zastanawiałam się jak mogłabym poruszyć temat człowieka, żeby nie brzmiało to tak jakbym znowu promowała filozofów. Przecież nie o to chodzi. Chciałabym przedstawić swoje doświadczenia i to, co w tym temacie udało mi się samej ustalić. W głowie rozbrzmiewa mi jednak Platon ze swoim mitem o stworzeniu człowieka. O tym jak powstał jako całość – dwie głowy, cztery ręce, cztery nogi. I jak bogowie uznali go za zagrożenie i podzielili na dwoje. Tak powstał pierwiastek męski i żeński. Dwie połówki jednego jabłka szukające siebie na wzajem na Ziemi, by znów się połączyć. Romantico, nie?

    Ale ten mit przydaje się tylko wtedy, kiedy chcemy za pomocą metafory wyjaśnić tą ziejącą pustkę, którą odczuwa się po rozstaniu. Para przestaje być parą, zrywają. I chociaż nie masz już żadnych uczuć do tej osoby, nie czujesz że to za nią tęsknisz; nadal istnieje jakaś pustka, luka, dziura. Czy rzeczywiście? Może to po prostu tęsknota za czyjąś obecnością. Nie musi być to ten/ta ex. Ktoś. Ktokolwiek. Ktoś kto zmieni żarówkę, posprząta garaż, udrożni kolanko w zlewie; pocałuje na dzień dobry, rozśmieszy SMS-em w ciągu dnia, przytuli wieczorem przed telewizorem i żarliwie wyzna miłość za pomocą aktu cielesnego. Ale też kogoś, kto jest opoką, oparciem, wsparciem, potwierdzeniem naszej samooceny, wielbicielem, przyjacielem i istotą o bratniej duszy. Chociaż wiemy już, że nie jest to ta osoba, z którą się właśnie rozstaliśmy, nadal jest nas mniej niż było przed tym związkiem. Może więc ta metafora ma sens? Mit nie musi być prawdziwy. Wystarczy, że jest piękny i coś wyjaśnia. 

     Człowiek jest zwierzęciem, ale to że jest zwierzęciem nie znaczy, że jest człowiekiem – taki smaczek filozoficzny. (Nie, nie studiuję filozofii xD). Któryś nawet śmiał się, że człowiek nie różni się niczym od nieopierzonego kurczaka. To jest nagie i to łazi na dwóch kończynach, nie? Ja tam lubię myśleć, że człowiek jest zwierzęciem świadomym. Takim, który ma wybory i chodź popełnia błędów od groma, to jednak nadal ma wolną wolę i władzę nad swoimi instynktami. To czyni go wyjątkowym. Podobno.

     Człowiek albo wybiera życie autentyczne (człowiek renesansu like da Vinci) albo wybiera życie kornika (żrę dużo, mam jakiś cel z którego zbaczam, ale głównie to konsumuję; po co mi myślenie). Założę się, że jest też mnóstwo możliwości pomiędzy. Stopni. Można od Kornika dotrzeć do Vinciego. Można doznać olśnienia i zmienić swoja wegetację na życie. Co prawda naraża się na prawdy, rzeczywistość i brutalne fakty – co boli jak diabli. No, ale przynajmniej może powiedzieć, że żyje.

     Jak myślicie: człowiek jest swoją historią i stale zamienia przyszłość na historię; czy może jak według Sartrea człowiek jest absurdem, bo jest tym czego już nie ma a nigdy nie jest tym czym będzie? Przeszłość się nie liczy, bo człowiek się stale zmienia, a że jest ciągle w teraźniejszośći, to jakkolwiek jego teraźniejszość jest bardziej do przodu niż teraźniejszość z wczoraj, to nadal nie jest w przyszłości. A na koniec kaput. I koniec. Czy komuś też właśnie odechciało się cokolwiek?

     Trudno powiedzieć czym jest człowiek. Istnieje jednak ważniejsze pytanie, do którego odpowiedź na pierwsze wcale wbrew pozorom konieczna nie jest. Kim jestem JA?

     A kim jesteś Ty? Czy znasz swoje ‚ja’? ;)

2 thoughts on “Po ludzku o człowieku. #2

  1. Witaj, Irene. Zajrzałam tu, ponieważ niedawno miałam zaszczyt gościć Cię na jednej z moich stron. No i nie żałuję, albowiem Twój blog jest bardzo interesujący. Pozdrawiam serdecznie… z nadzieją, że znajdę jeszcze kiedyś czas na lekturę Twojej twórczości w sieci. :)

    Bro-Gor (Bronisława Góralczyk)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>